Odpowiedź rozbija się na dwie zupełnie różne sytuacje. Jeśli uprawa idzie w pomieszczeniu, pora roku przestaje mieć znaczenie. Jeśli na otwartym terenie — pora roku decyduje o wszystkim.
Pod dachem: kalendarz nie obowiązuje
Wszystkie gatunki określane jako „grzyby uprawne” da się prowadzić przez cały rok w pomieszczeniu. Warunek jest jeden: trzeba samodzielnie odtworzyć warunki potrzebne do wzrostu grzybni i do owocowania. W warunkach amatorskich nie jest to szczególnie trudne — nie potrzeba hali produkcyjnej, wystarczy kontrola nad tym, co dzieje się w pojemniku czy na worku.
Konsekwencja praktyczna: start uprawy w styczniu i w lipcu wygląda tak samo. Zmienia się tylko to, ile pracy trzeba włożyć w utrzymanie parametrów — latem częściej problemem jest schłodzenie, zimą dogrzanie i wilgotność w suchym, ogrzewanym mieszkaniu.
Na zewnątrz: sezon wyznacza natura
Uprawa na otwartym terenie w większości przypadków prowadzona jest od wiosny do jesieni. Dokładne ramy zależą od gatunku — nie ma jednej daty startu wspólnej dla wszystkiego, co się wysadza na działkę.
Zasada jest prosta i sprawdza się przy każdym gatunku: grzyby wyrosną wtedy, gdy warunki na stanowisku zbliżą się do tych, jakie ten gatunek ma w środowisku naturalnym. Nie da się tego przyspieszyć decyzją hodowcy. Można tylko dobrać miejsce i moment tak, żeby te warunki wystąpiły.
Gdzie przebiega granica
Wybór między jednym a drugim wariantem to w praktyce wybór między kontrolą a jej brakiem:
- Pomieszczenie — cały rok, ale parametry ustawia i utrzymuje hodowca.
- Otwarty teren — od wiosny do jesieni, zależnie od gatunku, a warunki dyktuje pogoda.
Jeśli więc pytanie brzmi „kiedy zacząć”, najpierw trzeba odpowiedzieć na inne: gdzie ta uprawa ma stać. Dopiero to rozstrzyga, czy kalendarz w ogóle jest tu argumentem.

