Shiitake z substratu — jak wygląda to na farmie w Portland

Uprawa shiitake na substracie różni się od hodowli na kłodach przede wszystkim skalą i tempem. Poniższe nagranie pochodzi z farmy grzybowej w Portland w stanie Oregon i pokazuje, jak wygląda produkcja shiitake prowadzona na kostkach substratu.

Materiał ma charakter dokumentacyjny — to zapis pracy hali, nie instruktaż. Warto go obejrzeć, jeśli zastanawiasz się, jak wygląda uprawa shiitake poza skalą przydomową.

Grzybnia ziarnista — zasady, które działają niezależnie od gatunku

Grzybnia ziarnista to ziarno zbóż przerośnięte czystą kulturą grzyba. Sama w sobie nie jest uprawą — jest materiałem, którym zaszczepia się właściwe podłoże. Cała reszta pracy odbywa się już poza torebką.

Poszczególne gatunki różnią się temperaturami, rodzajem podłoża i czasem oczekiwania na owocniki. Te dane zebraliśmy w jednej tabeli. Zamiast czytać osobną instrukcję do każdego grzyba, sprawdzasz w niej wiersz odpowiadający gatunkowi, który kupiłeś.

tabela ziarnologo

Kliknięcie w grafikę otwiera ją w pełnej rozdzielczości — parametry są wtedy czytelne również na telefonie.

Gotowe podłoże shiitake w kartonie — trzy rytmy jednej uprawy

Przy gotowym podłożu shiitake łatwiej się połapać, gdy rozdzieli się czynności według tego, jak często się je powtarza. Część robi się raz i nigdy więcej. Część wraca co dobę. Część wraca co rzut. To trzy osobne rytmy i nie mieszają się ze sobą.

Rytm jednorazowy: pierwsze 3 dni

Zakupiony substrat trafia najpierw do chłodnego pomieszczenia — ok. 14-16 stopni Celsjusza — i stoi tam 3 dni. Folii w tym czasie się nie zdejmuje. Dopiero po upływie tych trzech dni folia schodzi. To jedyny etap, który wykonuje się raz na cały okres uprawy.

Rytm dobowy: temperatura, światło, zbiór

Od zdjęcia folii uprawa pracuje w cyklu dobowym. Temperatura nie jest jedną wartością, tylko dwiema — inną w nocy, inną w dzień:

  • w nocy 14-16 stopni Celsjusza
  • w dzień 17-19 stopni Celsjusza

Do doby przypisane jest też światło: 8 godzin na dobę. Tyle potrzeba, żeby owocniki prawidłowo się zawiązały i wykształciły.

Codzienny jest również zbiór. Przeglądamy podłoże każdego dnia i wykręcamy najbardziej dojrzałe grzyby — nie czekamy, aż zejdą wszystkie naraz.

Poza rytmem dobowym stoi wilgotność. W pomieszczeniu, w którym substrat plonuje, trzeba ją utrzymywać na wysokim poziomie, optymalnie 90%. To parametr stały, bez podziału na dzień i noc.

Rytm cyklu: około 2 tygodnie zbioru, potem woda

Pierwszy zbiór trwa ok. 2 tygodni. Po jego zakończeniu podłoże wymaga oczyszczenia — usuwamy pozostałości po zerwanych trzonkach i inne nieczystości.

Oczyszczony substrat zanurza się w wodzie na 24 godziny. To wywołuje tzw. szok i ponowne wiązanie. Po namoczeniu wraca na półkę, a kolejnego plonu można oczekiwać po ok. 10 dniach.

Ile razy to powtórzyć

Taki cykl produkcyjny powtarza się 3-5 razy, przy zachowaniu wszystkich opisanych wyżej zasad. Oznacza to, że między rzutami zmienia się tylko czynność jednorazowa dla danego cyklu — czyszczenie i doba w wodzie. Rytm dobowy zostaje ten sam: te same temperatury, ta sama wilgotność, te same 8 godzin światła.

Okrywa, a nie podłoże — jak prowadzić karton z pieczarką

Gotowa kultura pieczarki przychodzi w kartoniku razem z woreczkiem ziemi. To ziemia, nie podłoże pod nią, jest miejscem, w którym formują się owocniki — dlatego cała uprawa sprowadza się do prowadzenia tej jednej warstwy.

piktogramy do pieczarki33

Nałożenie okrywy

Ziemię z woreczka rozsyp równomiernie po całej powierzchni podłoża, warstwą o grubości 3-5 cm. Ma być dobrze nawilżona. Najprościej zwilżyć ją jeszcze w worku, wlewając tam ok. 0,5-1 l wody. Alternatywnie podlej ją już na podłożu — małą konewką dającą drobno zroszony strumień albo domowym spryskiwaczem.

Rozsypanej ziemi nie uklepuj. Warstwa musi przepuszczać powietrze.

Woda: częściej, ale mniej

Okrywa pozostaje wilgotna przez cały czas uprawy, ale nigdy nie mokra. Na dnie worka z podłożem nie może stać woda. Zasada jest prosta: podlewaj częściej, małymi dawkami.

Oba odchylenia kończą się stratą. Przy zbyt suchej ziemi drobne grzyby zamierają jeszcze w jej wierzchniej warstwie. Zbyt wilgotna okrywa zamula się, tlenu jest za mało i grzyby się duszą. Regularnie i ostrożnie — to cała technika.

Wrastanie grzybni w okrywę

Na tym etapie temperatura jest wyższa: ok. 20-25°C. Wysoką wilgotność i stężenie CO2 utrzymasz, przykrywając podłoże luźno folią albo zamykając karton.

Po ok. 8-12 dniach grzybnia dochodzi do poziomu tuż pod powierzchnią ziemi, ok. 1-2 mm od góry. Możesz to sprawdzić zapałką, wydrapując w ziemi mały otwór. Od tego momentu kartonik zostaje otwarty, żeby uprawa się wietrzyła, a całość przenosisz w chłodniejsze miejsce.

Gdy grzybnia wyjdzie na powierzchnię

Biały nalot nie powinien wyrastać ponad ziemię. Jeśli powierzchnia staje się całkiem biała, uprawę trzeba „przeczesać”. W domu wystarczą małe grabki ogrodnicze albo zwykły widelec: rozerwij białą grzybnię i rozprowadź ją równomiernie w okrywie. Potem obficie podlej.

Na kolejne 2 dni zamknij kartonik, żeby grzybnia się zregenerowała. Po tym czasie znów go otwierasz i wracasz do chłodnego miejsca.

Zbiory

Do prawidłowego zawiązywania owocników potrzebne są trzy rzeczy:

  • obniżenie temperatury po fazie przerastania okrywy — poniżej pewnego progu wzrost całkowicie ustaje,
  • stale wilgotna okrywa,
  • wietrzenie, które zapewnia otwarty kartonik.

Pierwsze grzyby pokazują się po ok. 20-25 dniach od przykrycia ziemią. Wykręcaj je ostrożnie, żeby nie uszkodzić drobnych owocników rosnących obok.

Okrywę systematycznie oczyszczaj z zaschniętych i przejrzałych pieczarek. Resztki przyciągają muchówki, a ich larwy żywią się grzybnią. Do tego dochodzi ryzyko infekcji bakteryjnych i pleśni. Problem narasta latem, przy wyższych temperaturach.

Owocniki tworzą się falami, w przeciągu kilku lub kilkunastu tygodni. Między zbiorami mija 7-14 dni. Wierzchnia warstwa ziemi przez cały ten czas pozostaje wilgotna.

Koniec cyklu

Najpóźniej po ok. 15 tygodniach podłoże jest wyczerpane i można je wyrzucić. Ma jednak wartość jako nawóz naturalny. Zużyte podłoże da się też wkopać w cienistym miejscu w ogrodzie, na głębokość ok. 5-10 cm. W takich warunkach często wyrastają jeszcze pieczarki.

Kania w ogrodzie: gotowe podłoże w kartonie krok po kroku

Większość poradników o kani zaczyna się od kopania dołka. My zaczniemy od momentu, w którym uprawa naprawdę weryfikuje hodowcę — od zbioru. Reszta czynności jest prosta, ta jedna wymaga uwagi.

Zbiór: tu nie ma miejsca na domysły

Do celów spożywczych wykorzystuje się jedynie kapelusz.

UWAGA!!!

Podczas zbiorów proszę uważać, ponieważ czubajka kania bywa mylona z muchomorem zielonkawym (sromotnikowym), z muchomorem plamistym oraz z czubajką czerwieniejącą.

Fakt, że owocnik wyrósł dokładnie tam, gdzie zostało wkopane podłoże, nie zwalnia z oględzin. Grzyby pojawiające się obok, w tej samej trawie, to już zupełnie inna sprawa.

Dwa różne kalendarze

Warto rozdzielić dwie daty, bo to one najczęściej rozczarowują początkujących.

  • Hodowlę można zakładać od marca do późnej jesieni.
  • Same grzyby rosną od lipca do października.

Wniosek jest prosty: przy późniejszym założeniu stanowiska pierwsze grzyby mogą pojawić się dopiero w następnym roku. To nie jest oznaka błędu, tylko normalny przebieg tej uprawy.

Gdzie wkopać

Najlepsze miejsce to ocieniony trawnik w pobliżu drzew lub krzewów. W środowisku naturalnym kanie rosną na obrzeżach lasów, w trawie — stanowisko w ogrodzie ma po prostu odtworzyć te warunki.

Samo wkopanie

  • Wykop niewielki dołek — na tyle duży, żeby zmieściło się w nim całe podłoże z grzybnią.
  • Zdejmij opakowanie foliowe i wsyp zawartość do dołka.
  • Przysyp całość warstwą ziemi o grubości około 3 centymetrów.
  • Miejsce wkopania możesz posypać niewielką ilością kredy pastewnej lub wapna polowego.

Gatunek preferuje ziemię zasobną w wapń i krzemiany — stąd ten dodatek.

Co potem

Tak przygotowane stanowisko nie wymaga dodatkowych czynności pielęgnacyjnych. Wskazane jest jedynie podlewanie co jakiś czas niewielką ilością wody, szczególnie gdy przez dłuższy czas — około 7–8 dni — nie było opadów atmosferycznych.

Boczniak z balotu: cztery parametry i dwa stanowiska

Balot MykoGo to gotowe podłoże ze słomy, przerośnięte grzybnią boczniaka ostrygowatego. Hodowca nie przygotowuje już substratu — steruje czterema wielkościami: temperaturą, światłem, wymianą powietrza i wilgotnością. Stanowisko decyduje o jednym: które z tych czterech otoczenie dostarcza samo, a które trzeba nadrobić ręcznie.

Cztery parametry, o które chodzi

  • Temperatura — górna granica to 25 °C, zakres najlepszy dla wiązania owocników to 10–16 °C. Boczniak, niezależnie od odmiany, zawiązuje owocniki w chłodzie. Przy wyższej temperaturze zawiązków jest mniej, a owocniki wychodzą lżejsze i papierowe.
  • Światło — potrzebne dopiero od momentu pojawienia się zawiązków, wtedy 8–12 h na dobę. Wystarczy światło naturalne albo świetlówki o barwie zbliżonej do dziennej.
  • Wymiana powietrza — chodzi o pozbycie się nadmiaru dwutlenku węgla. Wietrzymy w tej samej fazie, w której zaczynamy doświetlać.
  • Wilgotność — w czasie wiązania i wzrostu owocników około 85%.

Pomieszczenie zamknięte: wszystkie cztery po stronie hodowcy

W piwnicy, altance czy garażu uprawę prowadzi się przez cały rok, bo pogoda przestaje mieć znaczenie. Cena za to jest taka, że żaden z parametrów nie pojawia się sam.

Balot ustawiamy tam, gdzie temperatura nie przekracza 25 °C. Pierwsza faza, czyli wzrost grzybni, może przebiegać w całkowitej ciemności. Punktem zwrotnym jest chwila, gdy w otworach z białej narośli zaczynają wyodrębniać się czarne kapelusiki wielkości końcówki zapałki — od tego momentu potrzebne jest światło przez 8–12 h na dobę i regularne przewietrzanie.

Jeśli powietrze jest zbyt suche, balot warto postawić nad pojemnikiem z wodą, tak by go nie dotykał. Zraszać wolno dopiero grzyby o wielkości co najmniej 2 cm. Owocniki nie mogą pozostać mokre: po podlaniu zwiększamy wietrzenie, żeby woda z ich powierzchni odparowała w ciągu 2 godzin.

Wolne powietrze: trzy parametry z otoczenia, jeden do pilnowania

Na zewnątrz uprawę zakłada się od marca do października włącznie. Światło, ruch powietrza i chłód są tu dane z góry — zostaje wilgotność i osłona przed słońcem.

Balot stawiamy w miejscu cienistym i osłoniętym od wiatru. Bezpośrednie promienie słoneczne odpadają. Wczesną wiosną i późną jesienią dobrze sprawdza się szklarenka, inspekt albo tunelik foliowy — pod warunkiem zacienienia.

Innym rozwiązaniem jest dołek o wymiarach 60 cm x 120 cm i głębokości 40–50 cm. Z wybranej ziemi usypujemy nasyp z trzech stron, dostęp światła zostawiając od północy. Górę zacieniamy, na przykład folią i styropianem.

Mróz i śnieg nie zagrażają prawidłowo założonej uprawie — niska temperatura jedynie spowalnia rozwój grzybni. W zakresie 10–25 °C pierwsze grzyby pojawiają się po około 2 tygodniach, a przez kolejne 3–4 miesiące wychodzą okresowo, z mniejszymi lub większymi przerwami.

Rzuty i zbiór

W optymalnych warunkach owocniki pojawiają się rzutami co 2–3 tygodnie. Sygnałem do zbioru jest brzeg kapelusza największych egzemplarzy, który zaczyna się wyprostowywać. Zbieramy całą kępę — wycięcie kilku owocników i pozostawienie reszty kończy się ich obumieraniem.

Najbardziej ekonomiczne są pierwsze 3 rzuty, czyli 2–3 miesiące uprawy. Jeśli po drugim rzucie balot jest wyraźnie lekki i suchy, można zanurzyć go w zimnej wodzie na 2–3 godziny i odstawić na miejsce.

Po każdym zbiorze wracamy do wilgotności: na wysuszonym worku następnych rzutów nie będzie albo będą słabe. Wystarczy zlewać wodą miejsce wokół balotu. Otwory trzeba oczyszczać z pozostałości po karpie — jeśli został tak zwany korzeń, delikatnie go wydłubujemy, żeby słoma w otworze miała dostęp powietrza.

Po zakończeniu uprawy

Słoma z wyeksploatowanego balotu to dobry nawóz organiczny. Nadaje się do wykorzystania w ogrodzie.

Boczniak i kurczak w jednym garnku — flaczki bez flaków

Nazwa mówi o flaczkach, ale flaków tu nie ma. Rolę pociętych kawałków przejmuje boczniak krojony w paseczki — po dłuższym duszeniu w wywarze z warzyw i przypraw daje zbliżoną konsystencję i podobny sposób jedzenia. Kurczak jest tu dodatkiem, nie bazą.

Składniki

  • 25 dag boczniaka
  • 1 cebula
  • 1 marchewka
  • ½ pietruszki
  • 1/8 selera
  • ½ piersi z kurczaka
  • 2 łyżki oleju
  • majeranek
  • 1 kostka bulionu drobiowego Knorra (lub inna przyprawa do zup — jak kto lubi)
  • pieprz mielony
  • 1 łyżeczka mąki
  • 1/3 pęczka koperku
  • natka pietruszki
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziela angielskie
  • ½ litra wody

Jak to zrobić

Zaczynamy na patelni. Cebula pokrojona w piórka idzie na rozgrzany olej i się podsmaża. Do tego boczniak pocięty w paseczki oraz drobno pokrojona pierś z kurczaka — smażymy, mieszając.

Marchew, pietruszkę i seler trzemy na tarce jarzynowej po dużych oczkach i dorzucamy na patelnię. Duszenie trwa jeszcze 5 minut, przez cały czas z mieszaniem.

Całość przekładamy do rondelka i zalewamy wodą. Wpada liść laurowy, ziele angielskie i kostka bulionowa. Dusimy 30 minut.

Na koniec doprawiamy majerankiem i pieprzem, zagęszczamy mąką, wsypujemy usiekany koper. Na talerzu — natka pietruszki na wierzchu.

Wersja bez mięsa

Kurczaka można po prostu pominąć i użyć kostki rosołowej. Reszta postępowania bez zmian — boczniak i tak niesie tu główny ciężar dania.

Flaczki z boczniaka — paseczki zamiast flaków

Podobieństwo do flaków bierze się tutaj z noża, nie z przypraw. Boczniak pokrojony w wąskie paseczki po obsmażeniu robi się sprężysty i włóknisty — w gorącym wywarze zachowuje się inaczej niż grzyb pokrojony w plastry czy kostkę. Przyprawa do flaków, majeranek i kiszone ogórki dokładają resztę.

Składniki

  • 30 dkg boczniaków
  • 3 ogórki kiszone
  • 1 średnia marchewka
  • 1/4 kostki masła
  • 1 łyżka mąki
  • 2 czubate łyżki przyprawy do flaków
  • 1 litr wody
  • majeranek, sól, pieprz
  • przyprawa maggi do smaku
  • natka pietruszki do posypania

Etap pierwszy: patelnia, 10 minut

Boczniaki opłukać na sitku i pokroić w paseczki. Ogórki obrać i również pokroić. Marchewkę zetrzeć. Na patelni rozgrzać jedną łyżkę masła — resztę zostawić na zasmażkę — i wrzucić grzyby. Smażyć około 10 minut. Pod koniec dołożyć ogórki i startą marchewkę.

Etap drugi: garnek, 20 minut

Zawartość patelni przełożyć do garnka i zalać litrem wody. Dodać przyprawę do flaków i sól. Gotować na małym ogniu 20 minut. Majeranek rozetrzeć w palcach i wsypać pod koniec gotowania, nie na starcie.

Etap trzeci: zasmażka

Z pozostałego masła i łyżki mąki zrobić lekko złotą zasmażkę. Wlać do garnka, zaprawić, pogotować jeszcze chwilę. Doprawić pieprzem i maggi do smaku. Przed podaniem posypać posiekaną natką pietruszki.

Na co zwrócić uwagę

Paseczki tnij możliwie równo — nierówne kawałki gotują się różnie i część rozpadnie się w wywarze. Ogórki kiszone mają różną kwasowość, więc solić warto dopiero po ich dodaniu. Zasmażka zagęszcza od razu, ale pełną konsystencję danie osiąga po kilku minutach od zdjęcia z ognia. Odgrzewane następnego dnia jest wyraźniejsze w smaku niż świeżo ugotowane.

Dorsz duszony z pieczarkami — kwadrans nad małym płomieniem

To danie jednogarnkowe. Nic się nie smaży, nic nie idzie do piekarnika — całość powstaje w płynie, pod pokrywką, na najmniejszym możliwym płomieniu. Pieczarki wchodzą do garnka razem z porem i duszą się w tym samym wywarze co ryba.

Co przygotować

  • 80 dag filetów z dorsza
  • 20 dag pieczarek
  • 2 duże pory
  • 2 szklanki wody
  • 4 łyżeczki soku cytrynowego
  • 1 łyżeczka mieszanki suszonych ziół (np. zioła prowansalskie)
  • sól i pieprz

Przebieg

Filety naciera się solą i pieprzem — to jedyna czynność przed włączeniem palnika. Do garnka trafiają dwie szklanki wody. Po zagotowaniu dolewa się sok z cytryny, dopiero potem wkłada rybę.

Pory umyć i odciąć zielone części — zostają tylko białe, pokrojone w cienkie plasterki. Pieczarki oczyścić, umyć, pokroić w paseczki. Jedno i drugie dorzucić do ryby.

Przykryć. Bardzo mały ogień, około 15 minut. Zioła dosypać w połowie duszenia, nie na starcie.

Na co zwrócić uwagę

Kwadrans to niewiele, więc grubość plasterków ma znaczenie — pory pokrojone cienko i pieczarki w paseczkach zmiękną w tym czasie razem z rybą. Płomień naprawdę ma być minimalny: przy mocnym gotowaniu filety dorsza rozpadną się, zanim minie 15 minut.

Zioła dodane w połowie zdążą oddać aromat, ale nie zdominują wywaru. Sok z cytryny wlewa się do wrzątku przed rybą — kolejność wynika z przepisu i warto jej pilnować.

Boczniaki z serem — całe danie w trzy minuty na palniku

To jeden z tych przepisów, w których praca noża trwa dłużej niż praca palnika. Grzyby idą na patelnię na minutę, bułka na dwie. Trzy minuty łącznie. Jeśli w tym czasie zaczniesz siekać pietruszkę, coś zdąży się przypalić.

200 g kapeluszy boczniaka, 1 cebula, 2 łyżki pokrojonej cebuli, 3 łyżki masła, 2 szklanki pokrojonej w kostkę bułki, pół szklanki rozdrobnionej naci pietruszki, sól, pieprz, 1/2 szklanki tartego sera.

Zanim włączysz palnik

Kapelusze umyj. Cebulę pokrój, nać pietruszki rozdrobnij, bułkę potnij w kostkę, ser zetrzyj. Wszystko ustaw w zasięgu ręki — przy takich czasach nie ma miejsca na dokrajanie w trakcie.

Grzyby

Patelnię wysmaruj i ułóż na niej kapelusze wierzchem do góry. To nie jest szczegół kosmetyczny: ułożone tak kapelusze zatrzymują w zagłębieniu sok, zamiast wypuszczać go na patelnię. Posól, popieprz, dodaj cebulę i zieleninę. Ogrzewaj przez 1 minutę.

Bułka

Drugą patelnię rozgrzej i wysmaruj masłem. Wsyp kostki bułki i smaż 2 minuty. Posyp startym serem, a następnie przełóż całość na grzyby.

Czego się spodziewać

Minuta na patelni to za mało, żeby boczniak zmiękł i oddał wodę — kapelusze zostaną jędrne, bliższe surowym niż duszonym. Jeśli wolisz grzyby bardziej przesmażone, potrzebujesz innego przepisu, a nie dłuższego czasu w tym; grzanki po dwóch minutach będą już gotowe i zaczną się przypiekać.

Ser topi się resztkowym ciepłem grzanek i grzybów, nie na ogniu. Dlatego danie składa się i podaje od razu — po kilku minutach stygnięcia bułka nasiąka sokiem z kapeluszy i traci chrupkość.